top of page

Julianne Bellair

tumblr_n83let5PDb1sx6dsko1_500.gif

Jeden z wielu dni, które wyglądają niemal identycznie. Czy kiedyś się coś zmieni?

Czy ktoś coś zmieni w moim życiu? Czy ktoś mi pomoże chociaż pomocy nie chcę?

                   Piękny, słoneczny dzień. Promienie słońca wlatują przez źle zaciągnięte zasłony. Oświetlają moją twarz. Przyjemne łaskotanie wywołuje uśmiech. Przeciągam się powoli i zerkam na bok. Już go nie ma. Wyszedł. Na pewno poszedł do pracy. Jestem wolna. Przynajmniej na kilka godzin. Bez pośpiechu wstaję i idę do łazienki. Delikatnie przemywam twarz wodą. Proces ten wywołuje nieprzyjemny ból. Boję się zerknąć w lusterko. On znów to zrobił. Miał wczoraj zły dzień. Był wściekły. Najpierw rzucał talerzami, a później... Nie. Nie. O takich rzeczach nie wolno mówić głośno. Zasłużyłam. Jestem złą żoną. Żona nie może źle mówić i myśleć o mężu. Musi być mu wierna i posłuszna. On ma przecież rację jestem nic nie warta. Nie zasługuję na niego, ale On i tak jest ze mną. Szybko wychodzę z łazienki. Na nagie ciało zakładam bieliznę, białe długie spodnie i do tego biała koszulka. Oczywiście z długim rękawem. By nie rzucać się w oczy. Ludzie by gadali, a przecież On jest dobrym człowiekiem. Szanowanym. Ludzie go lubią. Ja nie mogę robić nic co mu zaszkodzi. Jakby to wyglądało. Nie mogę pokazać że jestem złą żoną. To też by źle o nim świadczyło. Chwytam torbę, która leży kolo szafy i wychodzę z domu. Oczywiście zamykam go na klucz. Sprawdzam trzy razy czy na pewno. To mój rytuał. Kiedyś nie zamknęłam drzwi. Na szczęście nic się nie stało, ale On był wściekły. Wtedy też zasłużyłam. Źle zrobiłam. Nie zastosowałam się do jego próśb i zasad. Idę do pracy. Po drodze mijam sąsiadów. Pozdrawiam ich serdecznie. Kiedyś wezwali szeryfa bo usłyszeli krzyki. To nie są dobrzy ludzie. Nie wolno się wtrącać w życie innych. Dziś też dziwnie na mnie spoglądają. Szybkim krokiem przemierzam centrum, aż dochodzę do małej przychodni. Jestem tu tylko ja i lekarz. Chociaż go więcej nie ma niż jest, a jak już jest to leży pijany i nie ma z niego pożytku tak czy siak. Czasem też myślę, że mam większą wiedzę od niego. Nie mi oceniać. Pacjentów przez cały dzień miałam tylko dwóch. Tutaj nie ma wielu rannych czy chorych. To małe miasto. Tu się nic złego nie dzieje. Tu mieszkają dobrzy ludzie. TO jest szczęśliwe, a gdy TO jest zadowolone to mieszkańcy są bezpieczni. Gorzej z przyjezdnymi, ale nimi się nikt nie martwi. Przez cały dzień pracy zdążyłam przeczytać dwie książki. Jakieś kryminały. Romansów nie biorę nawet do ręki, bo On uważa że to gówno i nieprawda. Prawdziwy związek tworzą ludzie gdzie mąż ma władzę nad żoną. Nie pozwala mi wierzyć w te wszystkie romantyczne bzdury. Szacunek do kobiety? Zapomnij. Mąż ma mieć ciężką rękę, jak mój ojciec do matki. To dobry przykład małżeństwa. Ona ma być mu posłuszna, On ma rządzić. Nie może nic oczekiwać w końcu On się nią opiekuje, zarabia na dom. Dlatego mój tato wybrał mi go na męża. Wracam do domu. Po drodze robię zakupy. Muszę zrobić coś na obiad. Przecież On na pewno będzie głodny. Raz spóźniłam się z obiadem. Zasłużyłam. Wracam do domu. Przebieram się. Robię obiad, gdy kończę On wraca do domu. Jest zadowolony. Ja też się uśmiecham. Jesteśmy dobrym małżeństwem. Moi rodzice mieli rację mówiąc, że to dobry mężczyzna i materiał na męża. Jemy obiad. Dziś mamy wiele tematów do rozmowy. Jest przyjemnie. Jak za dawnych lat. Po skończonym posiłku On idzie odpoczywać, a ja zmywam naczynia. Nie zdążyłam dokończyć czynności, gdy mąż wchodzi do kuchni. Bierze mnie od tyłu. Nie opieram się choć jest to nieprzyjemne. Sprawia mi ból. Nie mogę jednak wydać z siebie nawet najmniejszego jęku. Zamykam oczy. Liczę do stu. Dwustu. Rozmyślam o czytanej dziś książce. On kończy. Wychodzi z kuchni. Osuwam się na podłogę. Zwijam w kłębek, a z mych ust wydobywa się szloch. Nie mogę nikomu powiedzieć. Mam dobre życie. Dobrego męża. Nie wolno się skarżyć. To grzech. Przecież On jest dobry. Zarabia na dom. Płaci rachunki. Dba o mnie. Kocham go.

bottom of page